piątek, 6 czerwca 2014

Rozdział 3

Byłam mega szczęśliwa, że Justin mnie zaprosił. Jeszcze nie mogę w to uwierzyć. Mam nadzieję, że on okaże się naprawdę fajnym chłopakiem. Usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Aaa.! -krzyknęłam szczęśliwa. -To do mnie! -wydarłam się na cały głos, bo wiem, że mama napewno się już czaiła, żeby mi narobic wstydu. Wiem, że nie zrobiła by tego specjalnie, no ale.. Dobiegłam do drzwi akurat w chwili, gdy mama weszła do przedpokoju.
-Mamo.! Idź sobie.! Szybko, proszę. -spojrzałam na nia błagalnie. Na szczęście chociaz raz w życiu zrobiła to o co ją poprosiłam. Otworzyłam drzwi, w których ujrzałam uśmiechniętego chłopaka z różą w ręce.
-Cześć. -posłał mi onieśmielający uśmiech, a ja odwzajemniłam ten szczery gest. -Proszę to dla ciebie. -wręczył mi kwiatka do ręki. -Jak przechodziłęm koło kwiaciarni to zobaczyłem tą różę i pomyślałem o tobie. -aww.. to takie kochane z jego strony. 
-Dziękuję. Jest śliczna. Naprawdę nie trzeba było. -nagle z kuchni wyłoniła się moja mama.
-Czekajcie.! Zrobię Wam zdjęcie.! Muszę mieć pamiątke jak moja mała córeczka idzie na swoja pierwszą w życiu randkę. -o nie wiedziałem, że tak będzie.
-Uciekaj.! -krzyknęłam do zdziwionego chłopaka i zaczęłam się śmiać.
-Co.? Czem..-nie dokończył, bo mu przerwałam.
-Nie pytaj.! -wybiegliśmy z domu. I wybuchliśmy śmiechem.
-Haha..prze..haha..przepraszam cię.
-Haha za co.? Nigdy się tak dobrze nie bawiłem i to jeszcze przed wyjściem z domu na randce.
-Gdzie idziemy.? -zapytałam zaciekawiona.
-Pomyślałem, że możemy pójść na spacer do parku..na lody czy coś. -podrapał się zakłopotany po karku.
-Lepiej sobie nie mogłam wymarzyć.
Ruszyliśmy alejami parku rozmawiając o wszystkim i o niczym. Kupilismy lody i spędziliśmy naprawdę miło czas. W pewnym momencie ktoś zadzwonił do Justin'a. Spojrzał na wyświetlacz i przybrał dziwną mine.
-Przepraszam, ale musze to odebrać. -szybko odszedł zanim cokolwiek odpowiedziałam.
-Taa..spoko. -usiadłam na ławce. I zamknęłam oczy rozkoszując się piękną pogodą. Nagle ktos się do mnie dosiadł.
-Już.? -zapytałam myśląc, że to Juss.
-Co już.? -usłyszałam głos, który miał lekką chrypke w głosie. Szybko otworzyłam oczy.
-Harry.? Matko przepraszam ja myślałam, że to ktoś inny. -zarumieniłam się.
-Okay nie ma sprawy. -posłał mi piękny usmiech ukazując przy tym swoje dołeczki. Od razu odwzajemniłam ten gest. -Ślicznie się rumienisz. -Moje policzki jeszcze bardziej zmieniły barwę. Dzięki Harry ty to zawsze wiesz co powiedzieć. 
-Czemu tu usiadłeś.?
-Przechodziłem i zobaczyłem ciebie, więc pomyślałem, że się dosiąde, bo siedziałaś sama, ale jeśli nie chcesz to mogę sobie pójść. -zaczął się podnosić.
-Nie no co ty.! -zaprzeczyłam i pociągłam go za rękę, żeby z powrotem usiadł. -Jasne, że możesz tu siedzieć. Będzie mi miło.

1 komentarz:

  1. Hmm...ciekawe kto Ci pomagał :**
    Haha wpadaj tuu -------> http://harrystyles-loveorhate.blogspot.com/
    <3

    OdpowiedzUsuń